Porady ekspertów » Fotografowanie ptaków

Inne plusy? Ruch, kontakt z przyrodą, pogłębianie wiedzy, a nawet zaspokajanie instynktu łowcy (bezkrwawe polowania) albo zbieracza (kolekcjonowanie gatunków). Najprostszą techniką jest fotografowanie aktywne, które w przeciwieństwie do zdjęć z ukrycia – z zasiadki, czatowni, ambony – nie wymaga przygotowania, znajomości terenu i nie jest tak czasochłonne. Wystarczy wziąć do ręki aparat, obserwować ptaki i starać się do nich zbliżyć (fot. 1).


Fot. 1. Bażant ukrywający się wśród wysokich traw zauważył już fotografa i ocenia potencjalne niebezpieczeństwo.

Wiosna!

Wiosna to zdecydowanie najlepsza pora na fotografowanie. Do ptaków występujących w Polsce przez cały rok dołączają gatunki wędrowne: te zatrzymujące się u nas na lęgi i te, które lecą dalej na północ, m.in. do krajów bałtyckich i Skandynawii. Odlatują co prawda ptaki, które spędzają w Polsce zimę, takie jak jemiołuszki, nury, lodówki, śnieguły czy czeczotki (fot. 2), ale liczba pojawiających się w ich miejsce gatunków z nawiązką rekompensuje te straty. Wiosną ptaków jest po prostu więcej.


Fot. 2. Niektóre czeczotki zimują w Polsce, a w marcu lub kwietniu odlatują na północ.

Bywa, że na wiosnę łatwiej się do ptaków zbliżyć. Niekiedy wynika to ze zmęczenia długą wędrówką, a czasem ich uwaga kierowana jest po prostu w innym kierunku: rozpoczynają okres lęgowy, starają się więc zajmować jak najlepsze tereny, zabiegać o względy partnerek, odganiać konkurentów. W tym całym zamieszaniu fotograf schodzi na dalszy plan, dlatego zachowując umiar i rozsądek, można znaleźć się naprawdę blisko centrum wydarzeń. Ale do czasu – podczas wysiadywania jaj i po wykluciu młodych ptaki stają się bardzo płochliwe.

W okresie godowym łatwiej zauważyć ptaki. Nie tylko ze względu na kolorowe upierzenie, ale także dzięki zachowaniom w trakcie toków. Samce często zajmują eksponowane stanowiska, by z wierzchołka drzewa, krzewu, płotu czy dachu prezentować swe zalety. Przyjmują ciekawe pozy, stroszą się, prężą, poruszają jak w tańcu, a nawet toczą między sobą potyczki. A przede wszystkim śpiewają – przynajmniej te należące do rzędu wróblowych, czyli ponad jedna trzecia polskich gatunków (tak tak, śpiewają nawet kruki), przez co o wiele łatwiej je zlokalizować. Niektóre samce zachowują się wręcz brawurowo, niewiele robiąc sobie z obecności człowieka – polujący na ciekawe ujęcia powinni to skwapliwie wykorzystywać (fot. 3).


Fot. 3. Śpiewający samiec pokląskwy zajął pozycję na niewysokim drzewie i niespecjalnie przejmuje się obecnością fotografa.

Wiosennym zdjęciom sprzyja także długość dnia. W połowie kwietnia słońce wschodzi i zachodzi mniej więcej o tej samej porze co pod koniec sierpnia (chociaż dni nadal bywają chłodne), a w czerwcu na fotografowanie ptaków można wybierać się już o 4 rano.

Dokąd na ptaki?

Do lasu! – często w pierwszej chwili nasuwa się właśnie taka odpowiedź. Ale to wcale nie musi być najlepszy pomysł. W lasach ptaki są płochliwe, bo nieprzyzwyczajone do ludzi, a w przeliczeniu na powierzchnię nie zawsze występują licznie. Sprawy nie ułatwiają też warunki: gorsze światło, mniejsze pole widzenia. Gdzie w takim razie najłatwiej o ciekawe zdjęcia?

Miejskie parki to świetne miejsce na rozpoczęcie przygody z fotografią ptaków. Ich mieszkańcy są mniej płochliwi od swoich „dzikich” kuzynów, obecność człowieka w ich najbliższym otoczeniu to norma. Ba, niektóre ptaki wręcz same lgną do ludzi, licząc na łatwy posiłek. A często wyglądają przecież nie mniej pięknie i zachowują się nie mniej ciekawie niż osobniki żyjące w leśnej głuszy. Oczywiście dominują tu gatunki pospolite, takie jak krzyżówki, gawrony, gołębie, bogatki albo wróble, ale przy odrobinie szczęścia można natknąć się na mniej powszechnego czyża, jera, grubodzioba, dzięciołka (najmniejszego z polskich dzięciołów), kapturkę czy muchołówkę. Zdarzają się też prawdziwe rarytasy, jak słowik szary czy rożeniec (fot. 4).


Fot. 4. Samiec rożeńca sfotografowany w połowie stycznia w parku w centrum Warszawy, obok stada krzyżówek. Ta kaczka w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt ma status EN (gatunki bardzo wysokiego ryzyka, silnie zagrożone). W Polsce rożeńce gniazdują rzadko, częściej można zobaczyć je w czasie przelotów. Zimują sporadycznie.

Fotografując w parku, najlepiej udawać zwykłego przechodnia. Spacerując niespiesznym krokiem, najłatwiej podejść do ptaków, nie wzbudzając ich podejrzeń. Można też zbliżać się stopniowo, robiąc kilka kroków (z aparatem przy oku, co minimalizuje niepotrzebne ruchy), przystając, wykonując parę zdjęć (ptaki oswajają się z odgłosem migawki), znowu podchodząc kilka kroków, przystając itd. Za to jakiekolwiek nietypowe zachowania, np. ukucnięcie, zawrócenie, gwałtowne ruchy, najczęściej doprowadzają do tego, że zaniepokojony ptak odlatuje. Inny sprawdzony pomysł to fotografowanie w sąsiedztwie osób karmiących ptaki: zwierzęta rywalizują o pokarm i zwykle pojawia się okazja do kilku dynamicznych ujęć (fot. 5). Za to zdecydowanie trudno będzie o sukces podczas spaceru z psem – ptaki szybko się spłoszą.


Fot. 5. Bogatka jest nie tylko największą, ale i chyba najodważniejszą polską sikorą – zdarza się, że je ludziom z ręki. 

I w miastach, i poza obszarami zabudowanymi ptaki licznie pojawiają się tam, gdzie jest woda. Podmokłe łąki, tereny zabagnione, jeziora, stawy czy glinianki, niewielkie strumienie i doliny dużych rzek, a wreszcie morski brzeg – wszędzie tam można liczyć na dobre zdjęciowe okazje. Za miastem, gdzie ptaki nie są przyzwyczajone do widoku człowieka, skuteczniejsze okazują się nieco inne sposoby zbliżania się do zwierząt niż w parkach. Chociaż lepiej unikać jaskrawych ubrań, strój nie ma kluczowego znaczenia – ptaki i tak zauważą nas szybciej niż my je. Najważniejsze więc, żeby sprawiać wrażenie kogoś niegroźnego i przewidywalnego. Pochyleni albo leżący wydamy się mniejsi, a więc nie tak niebezpieczni. Czołgając się albo pełznąc, unikniemy gwałtownych ruchów, które mogłyby spłoszyć ptaki. Warto próbować podejścia „na raty”, wolno się poruszając i zastygając w bezruchu na przemian, oczywiście najlepiej z aparatem przy oku. Dobrym pomysłem może być także fotografowanie od strony wody: z łódki, kajaka, a nawet roweru wodnego (fot. 6).


Fot. 6. Zdjęcie tego zimorodka, który przysiadł na gałęzi, wypatrując ryb, zostało wykonane z płynącego powoli i niemal bezgłośnie kajaka.

Sprzęt

Poziom zadowolenia z wykonanych fotografii jest w znacznej mierze kwestią oczekiwań i nastawienia – wbrew pozorom profesjonalny sprzęt wcale nie jest niezbędny. Oczywiście, wysoka klasa i znakomite parametry aparatów oraz obiektywów dla zawodowców zdecydowanie zwiększają prawdopodobieństwo zrobienia efektownych zdjęć, ale ciekawe rezultaty można osiągnąć także z najprostszą lustrzanką i amatorskim obiektywem o ogniskowej rzędu 200–300 mm, która przy niepełnoklatkowych matrycach w większości tańszych korpusów zwiększa się od 1,5 do 2 razy. W nieco gorszej sytuacji są posiadacze aparatów kompaktowych, w których czas między naciśnięciem spustu a wyzwoleniem migawki bywa długi, ale i takim sprzętem można robić udane zdjęcia, koncentrując się na ptakach w bardziej statycznych pozach albo starając się przewidzieć ich zachowania. Plusem kompaktów jest zoom optyczny w zestawie (często x10, x12 czy nawet x15), umożliwiający duże powiększenia bez konieczności kupowania dodatkowego obiektywu, choć z pewnością jakość takich fotografii nie będzie idealna.

Wybierając sprzęt z myślą o fotografowaniu ptaków, warto zwrócić uwagę na stabilizację obrazu – układ zamontowany w korpusie lub obiektywie, niwelujący drgania aparatu i umożliwiający osiągnięcie większej ostrości przy dłuższych czasach naświetlania. To duży plus, zwłaszcza gdy fotografuje się aktywnie, a nie z zasiadki. W przeciwnym razie niezbędny może okazać się statyw lub monopod (czyli statyw z jedną nogą), które poprawiają jakość zdjęć, ale ograniczają swobodę ruchów, a przy tym często niemało ważą.

Warto wspomnieć jeszcze o wielkości plików. Ustawienie w aparacie maksymalnego dostępnego rozmiaru zdjęć to w tym przypadku konieczność – szczegóły są kluczowe. Im większy rozmiar pliku, tym większe pole manewru w czasie późniejszej obróbki, m.in. kadrowania (zbliżenie się do ptaka na odległość, przy której wypełni cały kadr, w praktyce jest niezwykle trudne). Większość zdjęć ogląda się na monitorze, nie na wydruku; przy tego rodzaju prezentacji dobrze sprawdzają się nawet niewielkie obrazy, np. o szerokości 500 pikseli (pliki w niniejszym artykule mają właśnie taki rozmiar). Obrabiając zdjęcia warto eksperymentować z kompozycją, próbując różnych możliwości: od przedstawienia ptaków na szerszym tle, przez klasyczne zdjęcia całej sylwetki, po wybrane fragmenty ciała czy detale upierzenia (fot. 7).


Fot. 7. Różne sposoby kadrowania zdjęcia rudzika: od szerszego planu po portret.

 

Pospolite gatunki, ciekawe ujęcia

Nawet najbardziej pospolite gatunki można sfotografować w interesujący sposób. Bardzo efektownie wychodzą m.in. zdjęcia w locie. Dysponując dobrym refleksem i aparatem z szybkim autofocusem, można próbować nadążyć za lecącym ptakiem; ważne, aby pomiar ostrości ustawić w centralnym punkcie. Inna możliwość to znalezienie miejsca, do którego powracają zwierzęta, np. przy karmniku, ustawienie stałej ostrości i oczekiwanie na lądujące ptaki (fot. 8).


Fot. 8. W tym wypadku ostrość została ustawiona na stałe w jednym miejscu – tam, gdzie najczęściej pojawiały się nadlatujące dzwońce. Po wykonaniu serii zdjęć można wybrać najlepsze ujęcia, a następnie zawęzić kadr, usuwając mało efektowny karmnik i pozostawiając samego ptaka w locie.

Otwarte oczy i odrobina wyobraźni pozwalają na fotografowanie ptaków w najróżniejszych sytuacjach. Warto wykorzystywać nadarzające się okazje (fot. 9).


Fot. 9. Poranny powrót rybaków z połowu okazał się doskonałym pretekstem do fotografowania mew, które zgromadziły się w pobliżu w oczekiwaniu na resztki ryb.

Poszczególne gatunki są w różnym stopniu płochliwe. Do niektórych, m.in. ptaków szponiastych, czapli czy kuraków (np. bażantów), trudno się zbliżyć. Inne, jak dzięcioły, sikory, raniuszki – nie wspominając o pospolitych gatunkach miejskich – sprawiają czasem wrażenie, jakby niewiele robiły sobie z obecności fotografa (fot. 10).


Fot. 10. Kilka kolejnych prób podejścia do raniuszków kończyło się niepowodzeniem: za każdym razem odlatywały wcześniej, niż pojawiała się szansa na przyzwoitą fotografię. Ale w pewnym momencie, zupełnie nieoczekiwanie, jeden z ptaków sam przyleciał w pobliże fotografa, poprzyglądał się, zapozował, przez kilkadziesiąt sekund pożerował na okolicznych gałęziach i znów oddalił się na bezpieczną odległość.

Rachunek prawdopodobieństwa działa także podczas fotografowania ptaków: im więcej wykonanych zdjęć, tym większe szanse na ciekawe rezultaty. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji dynamicznych. Ptaki są szybkie, dlatego warto robić całe serie zdjęć i dopiero później, w domu, wybierać najlepsze ujęcia. Czasami okazuje się, że mimochodem udało się uwiecznić bardzo interesującą scenę (fot. 11).


Fot. 11. Obiektem serii zdjęć był kowalik, który szukał pożywienia, chodząc po pniu starego drzewa. Nagle ptak coś zauważył, wykonał kilka gwałtownych ruchów, po czym wszystko wróciło do normy. Cała akcja trwała dwie, trzy sekundy. Dopiero po spokojnym obejrzeniu zdjęć na komputerze szczegóły spotkania kowalika z szerszeniem zostały wyjaśnione.

Na zakończenie wypada jeszcze wspomnieć o kodeksie etycznym fotografa przyrody. W pogoni za ciekawymi ujęciami powinniśmy pamiętać o tym, że ptaki są ważniejsze niż zdjęcia. Wiele kwestii reguluje ustawa o ochronie przyrody, ale niezależnie od przepisów prawa warto zawsze kierować się dobrem zwierząt, unikając ich niepokojenia i płoszenia. Nie należy fotografować ptaków w gniazdach ani ich bezpośrednim sąsiedztwie, co może prowadzić do porzucenia lęgu. Więcej informacji dotyczących tej kwestii znajduje się m.in. na stronie Związku Polskich Fotografów Przyrody (www.zpfp.pl/kodeks.htm).

Wszystkie zdjęcia przedstawione w artykule zostały wykonane aparatami Canon 350D i 40D z obiektywem Canon EF 70–300 mm f/4–5,6 ze stabilizacją obrazu.


Tekst i fotografie: Michał Kucharski