Porady ekspertów » Święta, obrzędy, inscenizacje

 Tekst i zdjęcia: Anna Olej-Kobus i Krzysztof Kobus

Kiedy zaczynałam przygodę z fotografią Zbyszek Furman (wieloletni szef fotoedycji w magazynie „Wprost”), dał mi dobrą radę: „Z najlepszymi fotografami nie możesz konkurować, fotografując pejzaż i zabytki. Oni mają do dyspozycji czas, sprzęt i pieniądze, o jakich będziesz mogła tylko pomarzyć. Ale fotografując ludzi, uwiecznia się chwilę, a do tego trzeba mieć po prostu oko i szczęście...” (sprzęt też się przydaje – choć niekoniecznie zawsze ten z najwyższej półki).

Może właśnie to chwytanie przemijających szybko chwil tak nas zafascynowało w fotografowaniu świąt i obrzędów – jest w nich magia ulotności. Na chwilę trafiamy do świata istniejącego tu i teraz. Dla fotografa to wyzwanie: ma określony czas na zrobienie zdjęć, następny raz może je powtórzyć dopiero za rok, a czasem nawet za kilka lat. Jednocześnie jest to szansa na zrobienie zdjęć wyjątkowych i niepowtarzalnych; nawet jeśli drugi fotograf trafi na tę samą uroczystość, zrobi inne kadry, uchwyci inne twarze, odda w swoich ujęciach inny nastrój.

Co ciekawe, choć fotografujemy razem, prawie zawsze robimy odmienne kadry. Często tam, gdzie ja założę teleobiektyw, Krzyś woli obiektyw szerokokątny – w ten sposób powstają kompletnie różne ujęcia tej samej sceny. Inaczej też fotografujemy: ja znacznie lepiej czuję się, wykorzystując naturalne światło i sytuacje, Krzyś jest mistrzem wspomagania się światłem sztucznym i kreowania ciekawych zdjęć, które na pierwszy rzut oka nie powinny powstać w określonych warunkach.


Tabor Pamięci w Tarnowie – mnie zafascynowali muzycy, Krzyś natomiast uchwycił piękną scenę, gdy pani Sara wraz ze swą wnuczką Julianą szykują się do wyruszenia taboru.




Rady na początek


Nim zaczniesz robić zdjęcia podczas uroczystości, czyli to warto wiedzieć:

  • Bądź na miejscu wcześniej, niż rozpoczyna się wydarzenie, by znaleźć najlepsze miejsca do zrobienia zdjęć. Jeśli planowana jest procesja, warto przespacerować się trasą, którą będzie szła, by wiedzieć, gdzie będą najlepsze ujęcia. Poznaj program uroczystości, aby nie być zaskakiwanym. W tłumie często nie będzie możliwości zmiany miejsca.
  • Zwróć uwagę na tło! Procesja znacznie lepiej będzie się prezentować, mając na drugim planie drewnianą chatę niż niewykończony dom z pustaków. Unikaj też niezamierzonych „fałszywych związków”, czyli sytuacji, gdy plany nakładają się na siebie i np. latarnia zdaje się wyrastać z głowy fotografowanej osoby. Jeżeli niepożądanego tła nie da się ominąć, fotografuj na jak najmniejszej głębi ostrości.
  • Bądź ubrany stosownie do okoliczności, np. kobieta fotografująca Romów powinna mieć długą spódnicę, podczas świąt prawosławnych warto zakryć włosy chustką, mężczyźni wchodzący do synagogi bądź na kirkut muszą założyć kipę lub inne nakrycie głowy. Jeśli będziesz się negatywnie wyróżniać ubraniem, nie zyskasz aprobaty ludzi, którym chcesz zrobić zdjęcia, a w skrajnej sytuacji możesz być wyproszony z uroczystości.
  • Nie wychodź bez sensu przed szereg – czyli patrz gdzie są zawodowi fotografowie. Do dobrego tonu należy przestrzeganie zasady, by tam, gdzie to możliwe, trzymać się razem i nie wchodzić sobie w kadr.
  • Robiąc portret, poproś o zgodę (portret wydobywa daną osobę z kontekstu całego wydarzenia, w związku z tym ma ona prawo do ochrony wizerunku – chyba że to osoba publiczna! Musisz o tym pamiętać, chcąc np. publikować zdjęcia w internecie). Czasem wystarczy spojrzenie w oczy, by wiedzieć, czy dana osoba nie ma nic przeciwko temu, by ją fotografować. Dobrą metodą jest porozmawianie z osobą, którą chcesz fotografować. Wystarczy czasem kilka zdań, by ludzie cię zaakceptowali.
  • Lepiej stracić zdjęcie niż obiektyw. Jeśli masz wymienne obiektywy, łatwo ulec pokusie, by je często zmieniać, pamiętaj jednak, by robić to w skupieniu, w ferworze fotografowania w tłumie łatwo bowiem o potrącenie i wypadek, który może cię kosztować utratę sprzętu.
  • Ogranicz zabierany ze sobą sprzęt. Wielka torba wypełniona niepotrzebnymi akcesoriami może nawet uniemożliwić poruszanie się w tłumie. Warto mieć niezbędny sprzęt w torbie typu sling, którą można nosić na plecach lub przed sobą.
  • Bądź taktowny, fotografując ludzi podczas uroczystości religijnych. To bardzo intymna sytuacja, w której trzeba wykazać się wyczuciem. Niekiedy wiernym nie przeszkadza aparat, innym razem lepiej zastosować teleobiektyw. Są też chwile, gdy robienie zdjęć jest niewskazane.
  • Zawsze warto wcześniej poprosić gospodarza uroczystości (księdza proboszcza, dyrektora domu kultury, kasztelana zamku) o zgodę na robienie zdjęć. Dzięki temu będziemy miłymi gośćmi, a nie przeszkadzającymi intruzami.
  • Rób zdjęcia seriami (przydadzą się szybkie karty dużej pojemności, na których aparat szybciej zapisuje). W kluczowym momencie okazuje się często, że ktoś zamknął oczy, skrzywił się, nałożyły się niefortunnie dwa plany, autofokus lub nasze oko zawiodły... Mając serię zdjęć, łatwiej wybrać to, które będzie bliskie ideałowi.
  • Rób zdjęcia w RAW-ach (odpowiednik negatywu), jeżeli aparat na to pozwala. Da ci to możliwość poprawienia zdjęcia w znacznie większym zakresie. Szczególnie dotyczy to zdjęć wykonywanych w trudnych warunkach przy braku światła. Minusem RAW-ów jest ilość miejsca na karcie, jakiej potrzeba na zapis, i czas zapisu, ale na tym naprawdę nie warto oszczędzać.
  • Po zrobieniu zdjęć poświęć czas na wybranie najlepszych. To żmudna praca, ale konieczna, by nie zaśmiecać sobie dysków i dostarczyć oglądającym samych miłych wrażeń. Dwadzieścia wybranych superzdjęć pokazanych razem na długo zapamiętają oglądający, natomiast kiedy te same zdjęcia znajdą się między dwustoma kiepskimi, wrażenie będzie fatalne i wiele pięknych zdjęć może pozostać niezauważonych.

 

Drohiczyn – Święto Jordanu

Więcej czasu, czyli cierpliwość cnotą fotografa!
Przez dziewięć lat zbieraliśmy materiał do albumu „Polska wielu kultur”. Zaczynaliśmy od slajdów i prostych lustrzanek, a kończyliśmy na cyfrze. Każde z nas zużyło po kilka aparatów. Ale jedno przez te lata się nie zmieniało: by zrobić dobre zdjęcia, potrzebny był czas, czas i jeszcze trochę więcej czasu. Do Jordanu na zamarzniętym Bugu w Drohiczynie przymierzaliśmy się dwa lata, bo ciepłe zimy sprawiały, że lodu na rzece nie było. Gdy w końcu rzeka zamarzła, rzuciliśmy wszystko, by pojechać na zdjęcia. Nie my jedni. Gdy procesja z cerkwi dotarła nad rzekę, pierwszymi, którzy weszli na lód, byli fotografowie. Lód zatrzeszczał, ugiął się – procesja na chwilę zwolniła – ale jako że nic się złego nie stało, po chwili wszyscy staliśmy wokół wykutego w kształcie krzyża przerębla.


Dzięki temu, że wszyscy robiący zdjęcia trzymali się razem, udało się zrobić kadry „niezaśmiecone” postaciami fotografów. Potem chcieliśmy uzupełnić temat Jordanu, ale przez kilka lat zimy znowu były za ciepłe... Za to pielgrzymka kaszubska na uwiecznienie czekała trzy lata, bo było wietrznie i chmurnie, a chcieliśmy utrafić w słoneczną, piękną pogodę odpowiadającą radosnemu nastrojowi tego święta. By zrobić zdjęcia „od środka” pielgrzymki, zaokrętowaliśmy się na kutrze, którym wraz z wiernymi popłynęliśmy na nabożeństwo na środku Zatoki Puckiej. Tłumy na kutrach, jachtach i łódeczkach otaczające dwa większe statki sprawiały wrażenie masowego exodusu boat people – zastosowanie teleobiektywu, który skrócił perspektywę, sprawiło, że udało się uchwycić na zdjęciu mnogość łodzi pełnych wiernych. Inne zdjęcia są robione z perspektywy wiernych stojących przy burcie.

 

Gdybyśmy wynajęli łódź tylko dla nas, pozorna swoboda przemieszczania się po wodzie nie pozwoliłaby na znaczne urozmaicenie kadrów.


Górka Klasztorna – Misterium Męki Pańskiej

Podglądaj (twórczo!) innych
W jednym z pism fotograficznych trafiliśmy na czarno-biały reportaż pokazujący Misterium Męki Pańskiej w Górce Klasztornej. Najbardziej poruszyły nas zdjęcia pod słońce, wyglądające niczym przeniesione w czasie. Gdy zatem trafiliśmy do Górki, postanowiliśmy je powtórzyć. Pogoda początkowo nie wyglądała zachęcająco: zimne, słabe i blade światło przez chmury. Ale skoro już dotarliśmy na miejsce, postanowiliśmy się nie poddawać. Już na początku udało się Krzysiowi zrobić wieloznaczne zdjęcie: ksiądz odgrywający Chrystusa przechodził obok dwóch żołnierzy na przepustce – mimo ofiary Chrystusa wojny wciąż są wpisane w codzienność wielu ludzi.


Po pierwszych scenach misterium wiedzieliśmy, że pogodowo trafiliśmy na coś wyjątkowego, jakby Opatrzność postanowiła sama wyreżyserować scenografię. Na przemian padał śnieg i świeciło słońce, nadając oglądanym scenom dodatkowy wymiar. Podczas ukrzyżowania chmury na chwilę się rozstąpiły, zalewając wzgórze punktowym światłem.

 

Gdy Krzyś fotografował scenę ukrzyżowania przez stojące na placu kobiety i rzymskich legionistów, ja przypomniałam sobie o zdjęciu, jakie widzieliśmy, i przeszłam z tyłu krzyży. Zauważyłam, że słońce, prześwitując zza krzyży, rozchodzi się promieniami, co w tym kontekście dawało zdjęcie pełne dodatkowej symboliki.



Po chwili niebo zasnuło się chmurami i dalsze sceny odbywały się znowu przy białym, zimnym świetle, co udało się uchwycić Krzysztofowi robiącemu zdjęcia w innym miejscu.



Po wywołaniu zdjęć byliśmy zaskoczeni, jak zmienność pogody wpłynęła na ich różnorodność. Dwie i pół godziny misterium zaowocowały tak ciekawym materiałem, że rok później na jego podstawie został wydany album.

Zobacz więcej: www.travelphoto.pl/Polska/TP00003/TP00003.htm


Jedlińsk – Kusaki

Gdy flesz bywa sprzymierzeńcem
Ostatni wtorek karnawału to czas, gdy w Jedlińsku pod Radomiem są odgrywane Kusaki, czyli widowisko ścięcia Śmierci. Tego dnia uliczkami wędrują przebierańcy (wszystkie role odgrywają chłopcy!), a kluczowym momentem jest wydanie wyroku na Śmierć i jej ścięcie, po czym zostaje ona przewieziona do księdza, by ten wypisał... akt zgonu. Nas zafascynowała para prowadząca ten pochód: kat w towarzystwie diablicy, oboje ubrani na czerwono stanowili barwny akcent całej imprezy. Kiedy robiłam tę fotografię, podbiegłam do przodu i przyklękłam, by lekkim przerysowaniem perspektywy od dołu uczynić z tej pary element dominujący na zdjęciu.


 
Jako że był to pochmurny, szary dzień, dodatkowo użyłam flesza w trybie rear (błyśnięcie przed zamknięciem drugiej lamelki migawki) – dzięki temu drugi plan jest dobrze naświetlony, a światło flesza wydobywa kolory osób na pierwszym planie. Powstało osobliwe zdjęcie posępnego tła i czerwonych, dominujących postaci. Bez użycia flesza zdjęcie byłoby bure i bez wyrazu.
Zobacz więcej: www.travelphoto.pl/Polska/TP00013/TP00013b.htm


Leżajsk – pielgrzymka Chasydów

Kto szuka – znajduje (niebanalne zdjęcie), choć czasem trzeba się namęczyć (i zmarnować sporo klatek)
Raz w roku, 21. dnia miesiąca adar małe miasteczko Leżajsk zmienia się w prawdziwe sztetl, pełne modlitw i rozmów w jidysz. Przyjechaliśmy tu pierwszy raz w 2002 roku, pracując nad przewodnikiem „Śladami Żydów polskich”, i przeżyliśmy olśnienie: oto trafiliśmy do świata znanego nam tylko z przedwojennych zdjęć. By sfotografować radosny taniec chasydów, Krzyś zdecydował się na fotograficzne eksperymenty, zależało mu bowiem, by pokazać dynamikę tańca, a jednocześnie uchwycić jego nierzeczywisty, odrealniony charakter. Wytrwale przestawiał długość czasu i siłę błysku fleszem w różnych trybach. Z trzech rolek filmu wybrał... pięć zdjęć! Ale za to dokładnie takich, o jakie chodziło autorowi (czego mu czasem zazdroszczę!).



Zobacz więcej: http://www.travelphoto.pl/niusy/0903lezajsk/index.html oraz

Koniaków – Mikołaje

Ciemność widzę! (czyli flesz i bardzo długi czas w jednym)
Jedną z najtrudniejszych technicznie prac było fotografowanie Mikołajów w Koniakowie. To stara tradycja polegająca na tym, że 6 grudnia pochód barwnych przebierańców wędruje od domu do domu, składając gospodarzom życzenia pomyślności. Rzecz dzieje się wieczorem, więc warunki fotografowania nie są łatwe, a nam przytrafiły się dodatkowe utrudnienia. Przez całe popołudnie padał mokry, gęsty śnieg. W momencie gdy Mikołaje wyruszyły na obchód wsi, druty elektryczne pod naporem śniegu się zerwały i zapanowały ciemności. Zrobienie zdjęć w tych warunkach stało się prawdziwym wyzwaniem! Na szczęście mieliśmy aparaty cyfrowe, więc mogliśmy na bieżąco kontrolować efekty naszych eksperymentów. Krzyś wymyślił, by naświetlać możliwie długo (nawet po dwadzieścia sekund), tak by złapać jakiekolwiek światło z tła (jakaś pojedyncza lampa, refelktory samochodu), a tuż przed zamknięciem migawki błyskał flesz (w trybie rear).



Dzięki temu powstały świetne zdjęcia z nieostrym, rozmytym tłem (wodziliśmy aparatem za postaciami, więc tło się przesuwało) i ostrymi, dobrze naświetlonymi osobami na pierwszym planie.

Zobacz więcej: www.travelphoto.pl/Polska/TP01317/TP01317.htm


Dylematy...

Zdjęcia pozowane czy naturalne?
Czasem zrobienie dobrego portretu wymaga upozowania modeli. Nie inaczej bywa podczas obrzędów i świąt – choć tu mamy często znacznie mniejsze pole manewru, bo przecież trudno prosić o zatrzymanie się osoby odgrywające misterium bądź idące w procesji. Zwykle zatem fotografujemy wydarzenie jako obserwatorzy, ale bywa, że wymyślimy zdjęcie, które nie powstanie bez aranżacji. Tak było w Jedlińsku podczas Kusaków, gdy wpadliśmy na pomysł, by sfotografować biegające po wsi diabełki na tle kościoła. Niestety szansa, że trafią w to miejsce, okazała się niewielka, więc poprosiliśmy je, by na chwilę specjalnie dla naszych potrzeb stanęły przed kościelną bramą.



W efekcie powstało przykuwające uwagę zdjęcie – dokładnie takie, o jakie nam chodziło. Fotografię dziewcząt w strojach kurpiowskich zrobiliśmy podczas imprezy „Wesele na Kurpiach” w skansenie w Kadzidle. Chcieliśmy zrobić typowe zdjęcie ilustracyjne, gdzie byłyby połączone architektura i stroje.



Niestety impreza zbliżała się do końca, a nikt nie stawał (ani nawet nie przemykał!) koło pięknie zdobionych okien. Przy pierwszej okazji poprosiłam zatem trzy dziewczyny, by stanęły na ławce, i tak powstała klasyczna ilustracja do hasła „Kurpie”.


Kraków – wprowadzenie nowej Tory do synagogi Remuh

Panuj nad głębią ostrości (i kadrem)
Rok 2009 zapisze się w historii krakowskiego Kazimierza pamiętnym i radosnym wydarzeniem: wprowadzeniem nowej Tory do synagogi Remuh. Choć była ona już w całości przepisana przez sofera, pozostawiono kilkanaście liter do dokończenia w synagodze. W ten sposób uhonorowano wiele osób mających swój chlubny udział w jej powstaniu. Krzyś użył do zdjęcia ogniskowej 65 mm i przysłony 5,6. Dzięki temu głębia ostrości przechodzi dokładnie od pióra przez twarz piszącego. Wszystko, co jest mało  ważne dla danej chwili, zaczyna ginąć w nieostrościach.



Punkt dla spostrzegawczych: zdjęcie tańczących chasydów (poniżej) zostało skadrowane na kwadrat, a nie robione średnim formatem 6x6. W oryginale dół był nieciekawy (wypełniały je nieostre ręce i brzuchy) – po przycięciu na kwadrat zdjęcie nabrało jeszcze silniejszego wyrazu!



Zobacz więcej: www.travelphoto.pl/Polska/rep_Krakow_Tora/Krakow_Tora.htm


Oryginalnie, ale bez wypaczeń

Bądź spostrzegawczy i twórczy, czyli o pożytkach z kombinowania

Są motywy, które wydają się tak ograne, że trudno coś nowego wymyślić. Klasycznym przykładem jest procesja Bożego Ciała w Spicimierzu. Jej osobliwością jest fakt, iż odbywa się na blisko dwukilometrowym dywanie z kwiatów, i to na nim koncentrują się wszyscy fotografujący.



I nie ma w tym nic złego, tyle tylko, że czasem warto pokombinować, by powstało zaskakujące, niebanalne ujęcie. Tak jak na zdjęciu poniżej, gdzie Krzyś ustawił nieco dłuższy czas i szedł z aparatem wzdłuż procesji. Chciał uchwycić moment marszu po kwietnym dywanie, zestawić buty z kwiatami i pokazać, jak kwietny dywan ulega zniszczeniu, jak bardzo jest nietrwały, chociaż wymagał tak wiele pracy.



Gdy podczas robienia zdjęcia zmienił ogniskową obiektywu, udało mu się uchwycić ostre sandały i nieostre brzegi kadru – powstało zdjęcie dosłownie wciągające do środka.

Zawsze staraj się poszukać niebanalnego ujęcia: dynamikę walki rycerzy podczas turnieju w Golubiu-Dobrzyniu można pokazać poprzez zamrożenie ruchu na poruszonym tle, czyli dłuższy czas naświetlania rzędu 1/30 sekundy i poruszenie aparatu zgodnie z ruchem uczestników walki.



Można też podejść do walki z pewną ironią i pokazać jej efekt z pierwszego piętra galerii otaczającej dziedziniec zamku (przyda się teleobiektyw, by w kadrze uniknąć motywów rozpraszających).




Bitwa nad Bzurą – rekonstrukcja

Serią mości panowie!

Podczas rekonstrukcji bitwy nad Bzurą Krzyś wypruł serię nie mniejszą niż ten żołnierz.



Dzięki temu udało mu się uchwycić karabin maszynowy wraz z ogniem z lufy. Podobnie nie oszczędzał klatek, fotografując sceny walk na tle płonącej chaty czy też atak kawalerii.

Niestety tak dynamiczne imprezy mają to do siebie, że dzieje się tak wiele i tak szybko, iż zwykle nie ma nawet chwili na sprawdzenie zdjęć na wyświetlaczu aparatu (na co jest czas podczas np. konferencji prasowej polityków).



Nad Bzurą bardzo wiele zdjęć powstawało z użyciem teleobiektywu 800 mm z ręki i na manualnej ostrości (!), stąd wiele ujęć było nieostrych lub poruszonych – w efekcie ze zrobionych ok. 2500 zdjęć zostało niespełna 400... Cyfra pozwala na takie szaleństwa, ale wymaga, by po imprezie poświęcić czas na bardzo staranną selekcję!

Zobacz więcej: www.travelphoto.pl/Polska/rep_bnb/bnb.htm


Tekst i zdjęcia: Anna Olej-Kobus i Krzysztof Kobus