Porady ekspertów » Zwierzęta w moim obiektywie

 

Marcin Nawrocki 

Odkąd fotografia zwierząt zaczęła mnie fascynować, bardzo dużo czasu poświęciłem na poznawanie tego hobby. Na początku swojej drogi fotograficznej fascynowałem się wschodami słońca, zdjęciami makro, a także krajobrazami. Wtedy wydawało mi się, że wstawanie o 3 nad ranem i podążanie za wschodem słońca to szczyt moich możliwości. Potem jednak zacząłem obserwować dzikie zwierzęta. Aby zrobić jedno dobre zdjęcie, musiałam ponieść wiele porażek związanych z różnymi czynnikami.
Czasami samo znalezienie zwierzyny to nawet nie połowa sukcesu, a początek żmudnej pracy polegającej na wyczekiwaniu odpowiedniego światła. Zwierzęta mają doskonale rozwinięte zmysły: wzroku, słuchu, a także węchu. To pozwala im bardzo szybko zareagować, kiedy na ich terenie pojawia się człowiek. Wiele godzin spędziłem na obserwacji danego gatunku, gdyż każde zwierzę ma odrębną naturę, którą należy szanować. Dzikie zwierzęta wymagają zdecydowanie więcej pracy i cierpliwości. Bardzo często bywa tak, że jesteś już bardzo blisko obiektu, podnosisz aparat, chcesz nacisnąć spust migawki, a zwierzę po prostu odwraca się i ucieka. Dla każdego fotografa dzikiej przyrody to największa lekcja pokory. Ssaki – bo o nich w tym przypadku mowa – można fotografować na dwa sposoby: z podchodu albo ze specjalnie przygotowanej czatowni, której usytuowanie musi być poparte dużą znajomością terenu, jak również zasięgu występowania danego gatunku.

Zaskoczona sarna

Pierwsze podchody rozpocząłem od obserwacji saren. Ten gatunek jest bardzo płochliwy i trzeba być niesamowicie ostrożnym w zbliżaniu się do zwierzyny, gdyż sarny mają bardzo wrażliwe węch i słuch. Jeśli wyczują zagrożenie w postaci człowieka, szybko uciekają. Z mojego doświadczenia wiem, że wzrok jest ich najsłabszą stroną. Nie do końca potrafią rozpoznać czołgającego się lub przykucającego człowieka. Wtedy to, przy odrobinie szczęścia, górę może wziąć ciekawość i same mogą nam wejść na linię „strzału”. Pierwsze zdjęcie sarny wykonałem w trzecim dniu mojej podróży w góry. Nastawiłem się na krajobrazy i poświęciłem ich fotografowaniu trzy poranki, lecz wracając do bazy wypadowej, zawsze miałem przyjemność obserwować sarny, które żerowały na małej łące nieopodal lasu.
Postanowiłem spróbować szczęścia już następnego dnia. Przed wschodem słońca gdzieś w okolicach 4 nad ranem rozpocząłem obserwacje. Na małej polanie za dość gęstym krzakiem rozłożyłem swój sprzęt. Okryłem się siatką maskującą, by wtopić się w otoczenie, i czekałem. Już po godzinie wyszły dwie sarny, ale niestety były bardzo daleko. Ważne jest, by szybko ocenić sytuację. Czasem jeden szybki ruch może wypłoszyć zwierzynę. Postanowiłem poczekać i – jak się miało okazać – było warto.
Po chwili z lasu wyszły kolejne sarny i koziołek, ale wciąż odległość od nich była zbyt daleka. Nagle za plecami usłyszałem ciche odgłosy popiskiwania. Pomyślałem, że to jakiś ptak czy mysz. Powoli wziąłem aparat z obiektywem w dłonie i delikatnie zacząłem się wychylać spod siatki maskującej, którą byłem okryty. Moim oczom ukazała się młoda sarna, która wychodząc zza drzewa, nie zauważyła mojej osoby. Cichutko ustawiłem sprzęt i zacząłem robić zdjęcia. Co ciekawe, sarna wcale się nie bała, a wręcz była zainteresowana odgłosami migawki. Sprzyjało mi to, że zwierzę szło w moim kierunku, a wiatr, który leciutko wiał mi w twarz, nie pozwalał jej na to, by wyczuła „intruza”, który pojawił się w miejscu jej żerowania. Dopiero po wykonaniu obrotu o 180 stopni wyczuła moją obecność i szybkim krokiem pobiegła w kierunku reszty stada pasącego się pod lasem. Takie spotkania pokazują, że pomimo dużej ostrożności zwierząt czasem wystarczy kawałek siatki maskującej i odrobina szczęścia, żeby zrobić dobre zdjęcie.

 

Spotkanie z waleczną lochą

Wiosenne spotkanie z dzikiem na długo pozostanie w mojej pamięci. To był jeden z długich majowych weekendów. Wyjechałem wtedy w teren gdzieś około 3 nad ranem, gdyż planowałem zrobić zdjęcie wschodu słońca w lesie, a potem pójść w miejsce, gdzie widywałem dziki. Zaparkowałem samochód w bezpiecznym miejscu, założyłem plecak i ruszyłem polną dróżką w ciemny las.
Dla mnie to najpiękniejszy czas, kiedy mogę być sam z przyrodą i w ciszy podziwiać, jak się budzi ze snu. Szedłem jakieś 30 minut i spotkałem jelenia, ale niestety szybko mi uciekł i nie zdołałem nawet przygotować sprzętu. Wtedy właśnie pomyślałem, że to pierwszy znak, by przygotować aparat. Najważniejsze w uchwyceniu dzikiego zwierza jest „ucho”. Trzeba mieć bardzo dobrze wyostrzony słuch, bo to umożliwia nam zdecydowanie wcześniej przygotować aparat i ustawić wszystkie parametry.  Kiedy już trzymałem aparat z długim obiektywem, który pozwala zrobić zdjęcie w dużym przybliżeniu, zaczęło wschodzić słońce. Drugi obiektyw, szeroki kąt, schowałem do prawej kieszeni, by być przygotowanym na ciekawe ujęcie wschodu słońca, które powoli przedzierało się przez gałęzie drzew. Takie rozwiązanie pozwala na szybką zmianę optyczną bez konieczności ściągania plecaka, co zdecydowanie oszczędza czas.
Powoli wkraczałem w las sosnowy. Uszedłem może 5 m, kiedy usłyszałem dziwne odgłosy, jakby chrząkanie. Zatrzymałem się i nasłuchiwałem, skąd dobiegają. Zrobiłem parę kroków, przedzierając się przez poszycie leśne, i dotarłem na małą polanę, gdzie leżała locha i karmiła młode. Z odległości 50 m mogłem dostrzec jej wielką sylwetkę, wokół której kręciły się małe warchlaki. Schowałem się za drzewo i próbowałem zrobić zdjęcie małemu dzikowi, który odłączył się od swojej matki. Zupełnie nieświadomy mojej osoby podchodził do mnie coraz bliżej i bliżej. A ja robiłem mnóstwo zdjęć. Jedyna zasada w tego typu sytuacjach jest taka, aby się nie ruszać, inaczej zwierz może wyczuć ludzką obecność. Kiedy malec zobaczył mnie skradającego się przy drzewie, szybko zaczął uciekać. Biegnąc, wydawał dźwięki, które alarmowały lochę o zagrożeniu. Nie minęło kilka sekund, a matka szybko podniosła się z traw i zaczęła biec w moich kierunku. Nie myśląc długo, zacząłem uciekać. Bieganie ze sprzętem ważącym 6 kg można chyba uznać za wyczynowe, ale zła locha potrafi być bardzo niebezpieczna jak każda matka, której instynkt nakazuje bronić swojego potomstwa. W takich chwilach lepiej nie drażnić dzika. Po 150 m  wyczerpującego biegu locha dała za wygraną.
W tym przypadku skuteczna okazała się metoda podchodu, którą najczęściej stosuję w fotografii ssaków. Ten sposób fotografii jest najbardziej wyczerpujący oraz wymaga największego doświadczenia i siły fizycznej. Często zdarza mi się czołgać w pokrzywach, tkwić w bezruchu, kiedy na  dłoniach gryzą komary, a nawet leżeć w bagnie. Moim zdaniem,  trzeba to lubić, bo wtedy wszystkie nieprzyjemności mogą zostać zrekompensowane przez wykonane zdjęcia.



Śpiący królewicz na rykowisku

Przygotowując się do wyprawy na rykowisko, przeczytałem wiele informacji o zachowaniach jeleni podczas tego rytuału. Niezwykłe zjawisko trwa miesiąc, w tym czasie jelenie stają się bardzo pobudzone. Byki ryczą przez noc, potrafią nawet nic nie jeść, a kiedy zbliży się do nich łania, walczą z rywalem o jej względy. Pierwszy dzień pleneru na rykowisku polegał na zapoznaniu się z  terenem. Najbardziej zaskoczył mnie wieczorny rytuał byków. Podczas pełni księżyca w bliskiej odległości od wiejskich zabudowań, lasu oraz trzcinowisk dało się słyszeć odgłosy walczących byków. Kiedy podchodziłem bliżej, mogłem też dostrzec ich sylwetki. Następnego dnia wybrałem się przed wschodem słońca w miejsce, gdzie dzień wcześniej widziałem najwięcej byków. Jednak moje całodniowe wyczekiwanie nie przyniosło efektów. Widocznie jelenie przemieściły się na inny teren lasu. Kolejne dwa dni moich zmagań z dziką naturą okazały się fiaskiem. Dopiero ostatniego dnia mojego pobytu, za radą myśliwego, udałem się w miejsce, które miało być „byczym eldorado”. Usadowiłem się przy balach siana, co pomogło mi w dobrym zamaskowaniu się. Po 20 minutach moim oczom ukazała się piękna sylwetka jelenia, który zaczął donośnie ryczeć. Wykonałem jedynie kilka zdjęć, gdyż okaz przemieścił się do lasu. Postanowiłem posłuchać rady myśliwego i udać się w kierunku ryczących jeleni. Ważne jest, by iść w momencie ryczenia, a stać i nasłuchiwać, kiedy zwierzęta milkną. Wędrując po terenie podczas głośnego ryczenia, zauważyłem kawałek poroża, które wystawało zza krzaków. Powoli podczołgałem się do tego miejsca i ujrzałem leżącego jelenia, który właśnie się budził. Dopiero po chwili dostrzegłem leżącą obok niego łanię. Jeleń nawet nie zareagował na moją bliską obecność. Kiedy bardziej się rozbudził, znowu zaczął ryczeć, potem szybko wstał, zarzucił wieńcem i odszedł. Fotografując rykowisko w obcym terenie, dobrze jest posłuchać rad miejscowych. Oni doskonale znają zachowania byków i miejsca ich częstego występowania.



Na tropie lisa

Lis jest z reguły bardzo ostrożny. Zrobienie jego zdjęcia z tzw. podejścia jest właściwie niemożliwe. Ten gatunek zazwyczaj poluje w nocy, więc – aby go spotkać w lesie – należy dokładnie zaplanować miejsce zasadzki. Pomimo wielogodzinnego wyczekiwania w schronieniu spotkanie z lisem było dla mnie zaskoczeniem. Kiedy już postanowiłem przerwać wyczekiwanie, spakowałem plecak i ruszyłem w kierunku samochodu, na wielkiej polanie obok zauważyłem rudą kitę opadającą z bali siana. Natychmiast przygotowałem sprzęt i powoli podczołgałem się w kierunku zwierzęcia.
Lis wygrzewał się w promieniach zachodzącego słońca, po chwili wstał, przeciągnął się i spojrzał w moją stronę. Chyba był jeszcze zaspany i nie wyczuł mojej osoby, gdyż pozował mi niemal minutę. Kiedy już zakończyłem robienie zdjęć, lis nadal patrzył w moim kierunku. Po chwili zeskoczył z bali i zniknął w trawach. To było niesamowite spotkanie z lisem, jedyne do tej pory tak bliskie. Zazwyczaj udaje mi się zrobić zdjęcie lisa podczas wyczekiwania na inne gatunki – czy to ptaków, czy ssaków. Natomiast zawsze są to spotkania bardzo krótkie i na dużą odległość.



Łoś – wdzięczny model

Najmniej pracy obserwacyjnej i fotograficznej poświeciłem łosiom. Ten chroniony gatunek jest zazwyczaj mało płochliwy, ale – aby go sfotografować – musiałem sporo się nachodzić. Łosie na wiosnę przemierzają duże odległości. Wychodzą z bagna, podążają w kierunku lasu w poszukiwaniu świeżych pędów. Wiosna jest najlepszą porą roku, by zrobić zdjęcie łosia w otoczeniu leśnym. Aby spokojnie podejść łosia, należy poczekać, aż zje on poranne „śniadanie”. Dopiero najedzony zwierz kładzie się na ziemię i odpoczywa, nie zwracając uwagi na fotografa. Ważne jest, by nie wykonywać gwałtownych ruchów. Należy zbliżać się do niego powoli, gdyż nagły ruch mógłby go spłoszyć.


Porady

Aby umiejętnie fotografować dzikie zwierzęta, należy dobrze się do tego przygotować. Podstawą dobrej fotografii jest aparat z obiektywem wysokiej klasy z teleobiektywem (minimum 300 mm). Ważne jest także zamaskowanie, czyli: odpowiedni ubiór oraz akcesoria umożliwiające maskowanie, tj. siatka maskująca i namiot fotograficzny. Przy robieniu zdjęć ssaków należy pamiętać o ich doskonałym węchu, wzroku i słuchu. Dodatkowo podczas podchodzenia trzeba unikać gwałtownych ruchów. Każdy młody adept fotografii powinien być bardzo cierpliwy, gdyż natura jest nieprzewidywalna. 

Tekst i zdjęcia:  Marcin Nawrocki